niedziela, 2 marca 2014

Automaty w Japonii


 Cześć!
Jak już zapewne wiecie Japonia to kraj, w którym technologia rozwija się w mgnieniu oka! I chociaż jest wiele wynalazków, które rzeczywiście potrafią ułatwić życie, znajdziemy również takie, które kompletnie nie są nam potrzebne. Ale ten temat zostawmy na oddzielnego posta. Dziś chcę wam troszkę opowiedzieć o magicznych automatach. Może i są to normalne maszyny, jednak czasami ich zawartość jest zupełnie niespotykana... Tak na dobrą sprawę, nie znajdziemy tego nigdzie indziej jak w Japonii. Z czego to wynika? Głównie z tego, że jest to naród pracoholików, którzy raczej nie mają zbyt wiele czasu na nic. Po spędzeniu jakiś czternastu godzin w pracy nie każdemu chciało by się jeszcze drałować do sklepu. Dlatego Japończycy znaleźli rozwiązanie! Po co sprzedawać różnego rodzaju produkty spożywcze w sklepie, skoro można włożyć to do automatu i wystawić na ulicę!
 Chociaż nie sądzę, żeby wkładanie jajek do takiego czegoś było inteligentnym pomysłem, to wyczytałam, że stworzyli automat antystresowy. Płacisz a tu proszę, porcelanowe talerzyki i inne lecą i się rozbijają. Nie ma to jak wyładować złość na naczyniach!
 Jednak w takiej maszynie nie znajdziemy tylko i wyłącznie produktów spożywczych... Nie zabraknie różnego rodzaju gier, książek, telefonów czy... peruk dla psów... (facepalm)

No tak, parasolek nie mogło zabraknąć

I automatu z pizzą też...






 Jak widzicie technologia w Japonii wyprzedza czasami potrzebność wynalazku, ale gdyby nie takie... Kreatywne pomysły Kraj Kwitnącej Wiśni nie byłby tak fascynujący!

Mundurki

Taaak. Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy Madzia nadała tytuł postowi. Ale teraz nie o tym.Stwierdziłam z Asią, że nasz blog nie może opierać się jedynie na recenzjach i opowiadaniach, dlatego postaramy się dodawać częściej jakieś ciekawostki odnośnie Japonii i w ten oto sposób Madzia opisze wam dzisiaj bardzo dobrze znany temat mundurków w Azji.
Więc, jak dobrze wiecie, system szkoleniowy w Japonii jest bardzo podobny do naszego, mianowice:

1. Przedszkole (yōchien) - 3-6 lat
2. Podstawówka (shōgakkō) - 6-12 lat
3. Szkoła średnia niższego stopnia (chūgakkō) - odpowiednik naszego gimnazjum 12-15 lat
4. Szkoła średnia wyższego stopnia (kōtōgakkō) - odpowiednik naszego liceum 15-18 lat
5. Uniwersytet

Nic prostszego. Ale o systemie edukacyjnym opowiem w innym poście. Teraz skupmy się na mundurkach.


No błagam, kto by nie chciał chodzić w takich mundurkach?! Ale wracając do tematu. W każdej szkole japońskiej obowiązują mundurki. Oczywiście, uczniowie szkół bardzo często dodają do nich coś od siebie. Kolorowe skarpetki, różnego rodzaju przypinki do plecaków, kokardki we włosach. Uczniowie po prostu chcą się wyróżniać. Nie jest to natomiast dozwolone w szkołach prywatnych. Jakby tego było mało, zakazane jest farbowanie włosów, nie to że farbuje (wole swój naturalny kolor) ale jak na mój gust troszeczkę przesadzają. No i teraz straszna wiadomość... Do Japonii wędruje coraz więcej mundurków w stylu zachodnim, czyli klasycznie, krawat, koszula, marynarka z godłem szkoły (o zgrozo) a do tego spódniczki dla dziewcząt i spodni dla chłopców. Oby to nie przeszło dalej. Jak już zapewne zauważyliście, japońskie mundurki dzielą się na letnie i zimowe. Do tego, jest jeszcze strój na wf składający się z dresu, koszulki oraz krótkich spodenek na lato. hmmm.. może tak na koniec taka mini ciekawostka. Wiedzieliście, że w Japońskich są takie osoby jak kogyaru? Są to modne dziewczyny, które zazwyczaj mają tapetę na twarzy (ale ja tam nie oceniam).


 A tutaj macie przykład kogyaru


Mam nadzieję, że przynajmniej troszeczkę przybliżyłam wam temat mundurków szkolnych w Japonii. Starałam się wszytko skrócić, tak żeby was nie nudzić (a uwierzcie, o mundurkach to ja mogę całe wypracowanie napisać).

sobota, 1 marca 2014

Moda w Japonii - Lolity


  Cześć!
 Dzisiaj totalnie inny post i szczerze mówiąc nie za bardzo wiedziałam jak się do niego zabrać. Muszę jakoś wynagrodzić ten długi czas nieobecności.
 Zaczynając od początku Japonia to kraj, w którym ludzie śmiało mieszają bądź tworzą nowe style w modzie. W sumie nie ma zbyt wielu ubrań, po których włożeniu byłoby się wytykanym. Spokojnie można to zauważyć, szukając najbliżej, po cosplayach. U nas co prawda też zdarzy się komuś odważniej przebrać za ulubionego bohatera, jednak nie zostanie to odebrane tak, jak w Japonii. [znając Polaków pomyślą, że ktoś się zgrywa]
 Skoro już mniej więcej powiedziałam Wam jak wygląda sytuacja w Kraju Kwitnącej Wiśni przedstawię jeden z nurtów mody. Jest nim Lolita. Na pierwszy rzut oka lub z troszkę większego doświadczenia (oglądanie anime :P) można pomyśleć, że osoby chcące ubierać się w ten sposób otrzymają efekt słodkiej dziewczynki. A tu niespodzianka. Otóż nie jest to takie proste, gdyż Lolita ma kilka wersji, a są nimi:


  •     Classical Lolita
  •     Sweet Lolita
  •     Gothic Lolita
  •     Punk Lolita
  •     Shiro Lolita
  •     Kuro Lolita
  •     Aristocrat Lolita
  •     Hime Lolita
  •     Guro Lolita
  •     Sailor Lolita
  •     Casual Lolita 
  •     i wiele więcej, ale to bym potrzebowała oddzielnego posta na samo wymienienie


 Dzisiaj przedstawię Wam jedynie jeden ze stylów. 
Sweet Lolita
 To jeden z najpopularniejszych rodzajów lolit, znany również pod nazwą ama-loli. Inspiracją są style rococo, wiktoriańskie oraz edwardiańskie. Jako, że ten rodzaj lolity jest najbardziej dziecięcy przeważają w nim różnego rodzaju kokardy, falbanki oraz różnego rodzaju słodkie nadruki i akcesoria. Charakteryzuje się pastelowymi kolorami. Bardzo ważne jest aby wyglądać dziewczęco i uroczo.
 Jak ubierają się Sweet Lolity? 
Sweet Lolity noszą głównie na płaskiej podeszwie bądź niskim obcasie, czasami zdarzają się wyższe. Są to głównie buty Mary Janes lub Tea Party.
Mary Jones

Tea Party

 Co do włosów lolity mają duże pole do popisu. Rzadko czeszą je w kucyk, jednak często spotkamy się z włosami zakręconymi, prostymi, w koku, warkoczu, odangos. Makijaż z reguły jest naturalny i lekki. 
Sukienki ( JKS, czyli takie, jak mają służące) lub dzwonkowate spódnice często zakładane są razem z halką w kształcie dzwonu aby nadać im klasycznego, puszystego kształtu.
Akcesoria to głównie wypchane pluszaczki, torby, parasolki, pastelowe, lekkie pończochy lub rajstopy oraz różnego rodzaju czapki, mini czapki, kapelusze i inne nakrycia głowy. 
 Motywy
Nie są one narzucone, ale motywy Sweet Lolity obejmują desery, zabawki, owoce, elementy fantazy, zwierzątka oraz kwiaty (czyli jednym słowem wszystko co słodkie i dziecięce). Zazwyczaj używane są kolory różowe, niebieskie, pastelowe bądź białe. Ciemniejsze kolory stosowane są do stylu Bittersweet Lolita.

 







 Głównie źródło stąd: Klik

poniedziałek, 17 lutego 2014


 Hejka!
Dzisiaj mam początek opowiadania, które Magda mi kazała wstawić, bo się po nim poryczała (brawo dla mnie, ją to jest ciężko ruszyć). Musicie mi wybaczyć, ale głównym bohaterem będzie Koreańczyk. I nie czepiać mi się prosz imienia, bo nie wiedziałam jakie dać! Co z tego, że on w rzeczywistości jest Chińczykiem! :P Okej, to zapraszam do czytania.


- Spróbuj mnie złapać! – zawołał chłopiec.
- Chcesz zginąć? – zaśmiałaś się, powalając przyjaciela na trawę.
- Złaź ze mnie! Jesteś za ciężka! – jęknął.
- Lulu! Nie ładnie tak mówić dziewczynie. – wstałaś i odwróciłaś się do niego plecami.
Chłopczyk podążył za tobą i przyjrzał ci się. Ty, jak na zawołanie odwróciłaś się w drugą stronę i ukryłaś twarz w swoich dłoniach. Luhan złapał Cię swoją malutką łapką.
- ____, nie gniewaj się. Żartowałem… - poprosił skruszony.
- Naprawdę? – spytałaś, odwracając się do niego.
- Naprawdę. – mówiąc to mocno się do ciebie przytulił, a Ty zaśmiałaś się. – Lulu! Udusisz mnie!
- Luhan! ____! Wracajcie do domu! Zaraz będzie padać. – zawołała mama przyjaciela.
Chłopiec złapał Cię za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Szybko dorównałaś mu kroku i razem weszliście do salonu. W kuchni ciocia – mama Luhan’a – przygotowywała obiad. Mieliście jeszcze troszkę czasu więc postanowiliście pobawić się w pokoju chłopczyka. Kiedy weszliście do małego, przytulnego pokoju, chłopiec nadal trzymając Twoją rękę, podbiegł do łóżka. Usiadłaś obok niego a Luhan sięgnął po latarkę i naciągnął na Was kołdrę.
- Co robisz? – spytałaś.
- Opowiem ci jakąś straszną historię. – uśmiechnął się.
- Lulu! Tak nie wolno! Przecież wiesz, że będę się bała! – zawołałaś.
- Ale wujek do nas ostatnio przyjechał i nauczył mnie kilku nowych! – zaproponował.
- Nie zgadzam się! Nie i koniec kropka! – zaprotestowałaś.
- A jak się do siebie przytulimy? Wtedy nie będzie strasznie. – mówiąc to wyciągnął rękę i zrobił miejsce obok siebie.
- No dobrze. – mruknęłaś i podsunęłaś się do niego.
Luhan zaczął opowiadać swoją straszną historię. W pewnym momencie stwierdziłaś, że nawet przy zgaszonym świetle i pustym domu nic by Ci się nie stało. Ta opowieść była wręcz śmieszna!
Kiedy przyjaciel zobaczył Twoją reakcję urwał i zaczął Ci się przyglądać. Potem zgasił latarkę, krzyknął „buuu!” i zaczął Cię gilgotać. Bawiliście się jeszcze tak przez chwilkę, jednak do akcji wkroczyła mama Luhana. Kazała Wam umyć ręce i lecieć do jadalni, bo za chwilę cały obiad wystygnie. Wstałaś energicznie i pobiegłaś do łazienki. Chłopiec podążył za Tobą. Zauważyłaś błysk w jego oku, kilka minut później wiedziałaś o co chodzi. Rozpoczęła się łazienkowa bitwa na pianę. Zaniepokojona hałasami ciocia otworzyła drzwi pomieszczenia i osłupiała. Popatrzyliście się na nią, Ty bąknęłaś jakieś przeprosiny i pobiegliście do kuchni zjeść posiłek.

A no tak, nie dodałam, że w formie scenariusza :P
Papa!

niedziela, 16 lutego 2014

Kobato


 Cześć!
Wiem, że bardzo długo mnie nie było, ale po chorobie musiałam nadrabiać wszystkie zaległości i tak jakoś wyszło... Ale, że teraz mam ferie, to jest troszeczkę luźniej. Przez to, że Madzia jest teraz gdzieś tam, to raczej nic nie doda (zakładam ,że i tak by jej się nie chciało) to przez ten tydzień pomęczycie się z moimi postami. Dzisiaj mam dla Was recenzję, jednak jutro może wymyślę coś bardziej kreatywnego.
Kobato
 Główną bohaterką tej historii jest Hanato Kobato. Dziewczyna zostaje zesłana na Ziemię, aby wykonać misję, dzięki której będzie mogła się dostać do "tego miejsca". Jej celem jest wypełnienie buteleczki konpeito, czyli "wyleczonymi" ze smutku ludzkimi sercami. W podróży towarzyszy jej pluszak Ioryogi. Kobato jest dziewczyną o złotym sercu, zawsze gotową do pomocy, jednakże nie mającą zielonego pojęcia na temat  zwykłego życia. Po zdaniu pierwszego testu na zachowywanie się "jak człowiek" otrzymuje buteleczkę, dzięki której będzie mogła zbierać "złamane serca". Zdana na siebie oraz ciągle besztającego ją pluszaka zmaga się z wieloma przeciwnościami, aby w końcu trafić do żłobka Yomogi, gdzie zacznie pracować. Dzięki temu zdobywa nie tylko mieszkanie, ale również nowych przyjaciół oraz wiele wspaniałych wspomnień. Sayaka - właścicielka żłobka, Fujimoto - ciężko pracujący student, Chitose, oraz jej córki Chiho i Chise, oni wszyscy stają się bardzo bliscy sercu bohaterki. Jednak nie wszystko wygląda tak, jak miało. Życie niewinnej Kobato oraz jej przyjaciół zaczyna się komplikować, ale jak sobie z tym poradzi i czy dotrze do "tego miejsca"... Sami musicie się przekonać.
 Od strony graficznej anime bardzo mi się spodobało. Szczegółowe postacie oraz sceneria były wprost urzekające! A co najbardziej mnie zdziwiło to to, że nasza główna bohaterka z każdą porą roku miała inne ubranie. Dosłownie, zazwyczaj w anime bohaterowie przez całą serię noszą to samo, dlatego za to Kobato ma u mnie wielki plus.
 Co do muzyki... Opening nie przypadł mi jakoś specjalnie do gustu, jednakże jestem osobą wybredną, więc... Do endingów nie mam nic przeciwko, jednakże ostatni utwór, który pojawił się jako ending w ostatnim odcinku... Urzekł mnie. Kobato śpiewała go jeszcze w pierwszym odcinku (o ile dobrze pamiętam), i nie mogę powiedzieć, jak bardzo mi się spodobał. Jest taki uroczy o|・ェ・✿|o

Sądzę, że to chyba już wszystko :) Papa!

piątek, 31 stycznia 2014

Hiragana


 Hejo!
Tak sobie pomyślałam, że niby daję Wam podstawowe słówka, ale nie wiadomo jak je napisać! Jak zapewne wiecie w Japonii posługują się kilkoma "alfabetami" a każdy z nich ma zupełnie inne znaczki, są to: hiragana, katakana i kanji (jest również rōmaji, ale właśnie go używam, więc raczej nie trzeba się go uczyć...). No, ale żeby utrudnić ludziom życie, każdy znaczek trzeba zapisać w odpowiedniej kolejności! Nie martwcie się, nie dam Wam na dzień dobry całej hiragany, bo by Wam się nie chciało tego robić...

Na całą hiraganę składa się 48 znaczków (z czego 2 nie istnieją, więc posługujemy się 46), jednakże żeby już tak ludzi nie katować do niektórych z nich dodaje się kreseczki (np. ka -> ka z kreskami = ga). Na początek pokażę Wam jak napisać dwa pierwsze rządki: "a" i "ka" (ja je tak nazywam, bo za dużo by wypisywać). Żeby Wam jeszcze tą wiedzę jako tako uzupełnić powiem, że hiragana należy do dwóch z "alfabetów" sylabicznych kana (drugi to katakana). Jest używana do zapisu różnych końcówek, słów, które nie mają swojego kanji oraz w książeczkach dla małych dzieci. Jak widzicie nie ma tak łatwo, wszędzie, gdzie nie pójdziesz znajdziesz kanji, których podstawowo obowiązuje z tego co pamiętam 2014 znaczków. Jednakże weźmy się do roboty!
Bardzo ważne jest, żeby przestrzegać kolejności, bo w hiraganie jeszcze tak nie jest, jednak trzeba się przyzwyczaić, ponieważ w katakanie są dwie pary prawie taki samych znaczków i różnią się tylko miejscem pociągnięcia kreski... Ale żeby Was nie straszyć zostawiam Was na razie z dwoma rządkami tego alfabetu.
Dopiero teraz sobie zdałam sprawę, że strasznie chaotycznie piszę, przepraszam, postaram się to zmienić...
Powodzenia w nauce!!!

źródło: tutaj!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Kimi ni Todoke


 Witajcie,
pewnie dziwicie się, ze znowu inteligentnie piszę tytuł, który i tak z resztą nie ma nic związanego z tym, co będę pisać.
Dzisiaj taki bonus, może dlatego dałam ką, a nie inną nazwę ale... Przechodząc do tematu... Przygotowałam dla Was dwie rzeczy! AŻ dwie :P Pierwsza, to oczywiście bzdury, które piszę (czytaj -> recenzja) oraz... Zajawkę opowiadania! Tak... Jest to bardzo skomplikowana historia ale wychodzi na to, że oprócz opowiadań z Mir i Lucy pisałyśmy równocześnie kilka zupełnie innych wypracowań. No i tak... Pochwalę się z wami moją perełką. Jeśli będziecie chcieli dalsze części to napiszcie w komentarzu (jak znam życie, pisząc bez konkretnego celu porzuciłabym opowiadanie po kilkunastu stronach xD). A teraz do rzeczy!
Kimi ni Todoke 
  Po dłuższym namyśle Kimi ni Todoke bardzo przypomina mi z fabuły Sukitte Ii Na Yo. Historia opowiada o "odtrąconej" przez społeczeństwo dziewczynie o imieniu Sawako. Licealistka nie ma łatwego życia. Ludzie uważają, że jest jakąś okultystką, demonem, potrafi rozmawiać z duchami i wiele innych (na dodatek tworzyli jeszcze własne historie, a, tak, żeby było zabawniej). Przez podobny wygląd (a dokładniej włosy) oraz niewielką różnicę imion jest przezywana Sadako (bohaterka japońskiego The Ring). Dlatego przez to nie za bardzo ma okazję się z kimś zaprzyjaźnić...
 W rzeczywistości jednak nikt nie ma racji. Sawako to urocza dziewczyna pragnąca znaleźć znajomych. Chociaż los jej nie dogodził nie narzeka na swoją obecną sytuację. Jednak po rozpoczęciu roku okazuje się, że trafia do klasy z chłopakiem imieniem Kazehaya. Jako jedyny nie zwraca uwagi na plotki i postanawia porozmawiać z "Sadako". Przez to stał się dla dziewczyny światłem, dzięki któremu jej życie się zmieniło. I to nie bez przyczyny, ponieważ zapraszając Sawako do wzięcia udziału w "teście na odwagę" bohaterka zaprzyjaźnia się z Yano i Chizu. 
  Chociaż fabuła nie kończy się tylko na problemach długowłosej nastolatki. Poznajemy również problemy, z jakimi muszą się zmierzyć przyjaciele bohaterki.
  Ogólnie anime przeurocze, spodobały mi się oba sezony. Jedynym minusem jest to, że postępy w relacjach miłosnych Sawako idą naprawdę wolno. Od strony "bardziej profesjonalnej" raczej nie mam zastrzeżeń, ponieważ kreska bardzo mi się spodobała. Anime idealne na nudę, dla osób, które przepadają za uroczymi miłosnymi, obyczajowymi seriami.

I to wszystko co mogłabym powiedzieć na temat życia Sadako. Teraz chcę wam przedstawić kawałek (tzn. pierwszy rozdział) mojego opowiadania. Zapraszam...



- Już wychodzę mamo! – krzyknęłam, zgarniając do torby drugie śniadanie. Wybiegłam z domu i popędziłam w stronę przystanku. – Kurczę! – krzyknęłam trochę za głośno, przez co ludzie popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Ale co ja mam zrobić?! Ostatni autobus jeżdżący w stronę mojej szkoły uciekł mi sprzed nosa. No to chyba standardowy scenariusz: biegiem! Pędziłam przez wszystkie możliwe skróty jakie znałam. Na jednym z zakrętów o mało co się nie zabiłam.  Szybko wbiegłam do szkoły i pognałam do mojej klasy. Nauczycielka już miała zaczynać lekcję, kiedy ja wparowałam, otwierając na oścież drzwi.
- No brawo Roro. – zaśmiało się kilku uczniów. Ja tylko popatrzyłam zarumieniona na nauczycielkę i przeprosiłam za spóźnienie.  Ona popatrzyła na mnie z politowanie i mruknęła pod nosem coś w stylu „Nic nowego” a potem roześmiała się razem z resztą klasy.
No i tak… Właśnie poznaliście jedną z nieodłącznych części mojego życia… Jestem Rose, jednak tutejsze dzieci nie wymawiają tego ładnie, więc mówcie mi po prostu Roro. Mieszkam w Korei, chociaż urodziłam się w Polsce. Jednak kilka lat temu musiałam z mamą uciekać z domu, ponieważ mój ojczym był bardzo niebezpieczny. Wracając do tematu, którym jestem ja… Mam jakieś metr sześćdziesiąt wzrostu (nawet niecałe). Nadrabiam za to charakterem i inteligencją. Chociaż może i jestem spóźnialska, to należę do czołówki w szkole. Można powiedzieć, że nimi dowodzę, ponieważ z reguły zajmuję pierwsze miejsca w testach. A Polsce zapewne przenieśli by mnie o jakieś trzy klasy, niestety tutaj szkoła na to nie pozwala. Zgodzili się jedynie na rok. Więc mając prawie szesnaście lat wylądowałam w drugiej licealnej.
Wracając do mojego wyglądu… Mam typowo słowiańską urodę: długie, blond włosy oraz piękne, niebieskie oczy. I do tego śnieżnobiałą skórę! Zdecydowanie wyróżniam się spośród reszty uczennic. Nie tylko innym kolorem… Wszystkiego, ale również tym, ze jestem wyjątkowo śliczna i urocza.
Chociaż to nie tak, ze jestem idealna. Posiadam kilka wad. Mianowicie trudno mi zaufać innemu człowiekowi. Pomimo tego, że mam bardzo wielu znajomych (co zawdzięczam głównie charyzmie oraz ciętemu językowi), to posiadam tylko jedną, najlepszą przyjaciółkę. Jak już zauważyliście, jestem śpiochem co jest równoznaczne z tym, że również często się spóźniam. Wbrew pozorom jestem raczej uległa i wolę nie dominować w grupie, dlatego zawsze jest mi bardzo wstyd kiedy zrobię nawet bardzo malutką, złą rzecz. Uwielbiam być sama. Często po szkole ukradkiem wymykam się tak, aby nikt mnie nie zauważył i czmycham do domu. Po co? Uwielbiam anime i mangę. Przez to siedzę mnóstwo przy komputerze, stając się podręcznikowym „no life’em” .
Skoro wymieniłam wady, może czas powiedzieć o sobie coś dobrego? Lubię pomagać innym, często widząc jakieś zwierzątka w pudełkach, chcąc nie chcąc znajduję im dom. Tak automatycznie. Chociaż chodzenie po ludziach czasami jest przerażające… Jestem optymistką (jednak nie mam zbyt dużego mniemania o sobie, jestem z tych, co raczej uważają się za mniej wartościowych i nie wierzą w siebie). Uwielbiam horrory… To cecha? Często marzę i mam głowę pełną świetnych pomysłów, które raczej nie wyjdą na światło dzienne… Jednak posiadanie własnego świata ma też wady, ponieważ często odpływam na lekcjach lub w czasie rozmowy z kimś… Przez co czasami wychodzę na dziwną, na szczęście ludzie odbierają to pozytywnie.  Jak już wiecie dobrze się uczę, jestem zabawna, potrafię się odgryźć i… Jakby to ująć… Przyciągam ludzi (pełna sprzeczności…).
I to chyba wszystko, co mogłabym o sobie powiedzieć. W skrócie: jestem elfem – pierdołą z osobowością marzyciela.

Dziękuję za odrobinę uwagi i przepraszam za tak długi tekst. Papa!